What I eat in a day VEGAN [PL] | Foodbook wegański #1

What I eat in a day VEGAN [PL] | Foodbook wegański #1

Muszę przyznać, że założenie bloga na moment przed zimowym okresem egzaminacyjnym na uniwersytecie jest nie lada wyzwaniem. W rozgardiaszu pełnym nauki, stosów książek, bezładnie porozrzucanych notatek i nieustającego poczucia braku czasu, znalezienie spokojnej chwili przeznaczonej na napisanie konstruktywnego posta wydaje się być planem nieco nierealnym. Wszystko jest jednak kwestą priorytetów, a skoro wreszcie udało mi się urzeczywistnić ten zamysł posiadania swoistej platformy, na której mogłabym lokować moje przemyślenia, to nawet ten chaos nadchodzącej sesji nie powinien mieć na to większego wpływu.

What I eat in a day” to kapitalna inicjatywa, która zdobyła ostatnimi czasy sporą popularność w tych rejonach świata, gdzie podejście do kwestii żywienia jest nieco bardziej świadome niż to, które dostrzegam na co dzień tutaj, gdzie teraz jestem, czyli w mieście, w którym się wychowuję od szkraba, Krakowie.

Ten obiecujący pomysł jest teraz wykorzystywany na szeroką skalę wśród społeczności wegańskiej, co przynosi wiele korzyści, jakkolwiek w pierwszej chwili może nie znaleźć zrozumienia. Moim zdaniem, jest to wyjątkowo optymalny sposób na ułatwienie ludziom samego wyobrażenia sobie jak wygląda żywienie się na diecie roślinnej. Nie można jednak generalizować, istnieje tak wiele różnorodnych sposobów modyfikowania weganizmu, że obejrzenie jednego filmiku daje dość ograniczony pogląd na bezmiar możliwości, jaki ten styl żywienia oferuje. : )

Jednym z podstawowych problemów, z jakimi borykają się ludzie rozpoczynający „przygodę z roślinami” jest to, że po prostu nie wiedzą, CO jeść. Ja sama na początku byłam zdezorientowana, popełniałam notorycznie błędy, ale od wielu z nich uchronił mnie właśnie ten prosty akt oglądania podobnych filmików, czytania artykułów, kontaktowania się z ludźmi, których to również interesuje.

W tej pierwszej odsłonie mojego „What I eat” można zobaczyć, co jadłam sobotniego dnia, gdy rano potrzebowałam szybkiego i pożywnego posiłku, natomiast w późniejszej części dnia miałam nieco więcej czasu na przygotowanie sobie jedzenia. Nie jest to dzień utrzymany w typowej konwencji żywieniowej jak na przykład „Raw till 4”, czy „Starch Solution”, o tej kwestii napiszę więcej, w osobnym poście, może komuś przyda się opis specyfiki owych stylów żywienia. Teraz, kiedy panuje rok akademicki, skupiam się raczej na prostocie i swobodzie, nie przejmując się za bardzo tym, co i jak jem, chociaż nie powiem, by bycie „RT4” podczas ciepłego okresu wakacji było dla mnie czymś nieprzyjemnym, wręcz przeciwnie, czułam się wtedy wyjątkowo dobrze.

Osoby, które są już z tematem zaznajomione, mogą dostrzec, że w tym konkretnym dniu nie stosowałam się do zasady 80/10/10, jaka dominuje wśród stosujących styl high carb, ostatnimi czasy zwiększam i zmniejszam liczbę tłuszczów, by sprawdzić, kiedy czuję się najbardziej optymalnie i jaka ilość jest dla mnie właściwa. Chciałabym zaznaczyć, że nie spożywam raczej tłuszczów przetworzonych, dostarczam ich tylko w postaci naturalnej z wykorzystaniem orzechów, nasion, awokado, czy na przykład kokosa, chociaż podróżując, nie ograniczam się, ponieważ nie jest do końca tak łatwo znaleźć restauracje oferujące opcje „low fat”, a w tym sposobie życia nie chodzi o restrykcję, czy odmawianie sobie jedzenia tylko dlatego, że nie spełnia ono wymogów „idealnego dania”. ; )

1b

Pierwszy posiłek to szybkie muesli, na którego przygotowanie możemy poświęcić dosłownie trzy minuty. Dostarcza odpowiedniej dla mnie ilości energii, by zacząć produktywny, zabiegany dzień. Tego dnia moja aktywność fizyczna ograniczyła się do domowej praktyki jogi, rozciągania, po której zjadłam na szybko kilka daktyli.

2c

Na lunch zaserwowałam sobie bogactwo wapnia, czyli rzymską sałatę z pieczonymi batatami, zielonym groszkiem i sezamem z dodatkiem podpieczonej cukinii. Taki obiad może na pierwszy rzut oka wydawać się czasochłonny, ale możecie mi zaufać, że tak naprawdę samo jego przygotowanie może zając troszkę ponad dwadzieścia minut. Warto!

3c

Kolacja to już standardowe dla mnie danie, ze względu na prostotę i szybkość wykonania, ratuje mnie zawsze po powrocie z uczelni, kiedy jestem już na tyle zmęczona, że nie mam ochoty na jakieś specjalne popisy kulinarne w kuchni. Brązowy ryż w pomidorach ze szpinakiem, czerwoną fasolą, awokado i kukurydzą. Bardzo często wrzucam tam tak naprawdę to, co akurat mam w lodówce, bo do tego dania pasuje dosłownie wszystko. Cukinia, papryka, cebula, jarmuż, a kiedy brakuje nam ryżu, możemy połączyć to z dowolną kaszą, makaronem, czy ziemniakami. Danie dla mnie idealne, sprawdza się zawsze. : )

Pomimo panującej często opinii mówiącej o tym, jak „trudne” jest przejście na dietę roślinną, taka inicjatywa może pokazać, jak proste jest to w rzeczywistości. Jestem pewna, że z wykorzystaniem tylko tego, co aktualnie znajduje się w Twojej lodówce, kuchennej szafce, czy spiżarni, można spokojnie przygotować nie tylko pożywne, ale też smaczne roślinne danie.

Powinnam w tym momencie skończyć moją pisemną paplaninę, zaczyna ona przybierać formę całkiem okazałego elaboratu, a mam świadomość tego, że szanujecie swój czas tak samo jak ja, a posty powinny być konkretne, jasne i proste w odbiorze. Popracuję jeszcze nad tym, możecie mnie trzymać za słowo.

Dzięki za przeczytanie! Do „usłyszenia”. xx : )


 

I must say, that creating a brand new blog just moments before winter finals is not an easy task. Bustling around between stacks of books and mountains of notes does not really help with writing a clear and constructive post, it seems that there is simply no time for things like that right now. But you know what? It’s just a matter of priorities. I finally, finally managed to enforce my intention of creating a platform for publishing my thoughts and beliefs, this chaotic atmosphere of exam session on university will not hold me back.

What I eat in a day” is a great idea, that lately gained appreciation in those parts of our world that are a little bit more “conscious” about the case of nutrition than the parts I get to see every day, like the city I was born in, Cracow.

This up-and-coming concept is now broadly used in the vegan community, which is benefitting in so many different ways, although at first it can be welcomed with little or no understanding. In my opinion, it’s the simplest way to make it easier for people to just imagine how it’s like to be living a plant-based lifestyle. I don’t want to generalize, there is so many different ways of modifying a vegan diet, that it’s not really possible to get that just by watching one movie. : )

One of the most common problems for new vegans is the fact, that they simply don’t know WHAT to eat. For example, at first, I was deeply confused by this whole new way of eating and living and I made many, many mistakes in the past, but watching videos like that, reading thousands of articles online and contacting other vegans made it really easier.

In my first “What I eat in a day” video you can see a typical Saturday, with a busy morning and more relaxed afternoon and evening at home when I had a little bit more time to spend in the kitchen.

This day didn’t fit in any category like “Raw till 4” or “Starch Solution”, I’m going to write more on that topic someday, maybe someone will find it useful. Now, during an academic year, I mainly focus on simplifying my way of eating, not really caring what and when I eat, although being “RT4” during the summer was a really good experience.

People that are interested in the topic of different ways of eating vegan, can easily see, that I didn’t really used the rule of 80/10/10 on this day. I mainly eat high carb, but I don’t stress about eating a little bit more fats now and then, I like to change it just to see how much is the perfect amount for me. I would like to say, that I don’t eat processed fats, just those provided by nature, like nuts, seeds, avocado or coconut. Sometimes, while travelling, I need to forget about that, because it’s not really easy to find a “low fat” dishes in restaurants while travelling, but I don’t care that much, because, you know, being a vegan shouldn’t be restrictive.

My first meal was homemade muesli, that I made in less than three minutes. It’s providing a perfect amount of energy for me and my really busy morning routine.

I wasn’t exercising that much that day, I managed to do some yoga and stretching, and after that I ate some dates.

Lunch was a real calcium bomb, romaine lettuce, baked sweet potato with green peas and sesame seeds with a little bit of baked zucchini. This dish looks like it’s time consuming, but believe me, you can make it in a little bit more than twenty minutes. And it’s worth it!

Dinner was a standard one, brown rice with tomatoes, spinach, kidney beans, avo and corn. You can change it the way you want, adding zucchini, pepper, onions, kale, and when you are out of rice, you can easily eat it with some other starches.

Even though you can hear that being a vegan is “hard”, videos like this can show you, that this is simply not true. I’m sure that just by using the things from your own kitchen, we could make a perfect vegan dish in few minutes.

I should end this post here, because it’s becoming aaaa little too long but I would like to thank you for staying with me till the very last words. : )

“See” you soon! xx : )

Reklamy

The start of a new journey + blackberry nana ice cream.

The start of a new journey + blackberry nana ice cream.

Wkroczenie w świat blogów, aktywna działalność w społeczeństwie youtube i przekroczenie granicy mojej małej strefy bezpieczeństwa to pomysł, który już bardzo, bardzo dawno temu pojawił się w mojej głowie. Jedynym, co powstrzymywało mnie przed zrobieniem pierwszego kroku w tym kierunku był strach. Lęk przed nieznanym i przed tym, co to nieznane ze sobą przyniesie.

Stepping into the world of online journals, being an active user in the youtube community and getting out of my comfort zone was an idea that emerged in my mind long, long time ago. The only thing that stopped me from actually doing the first step in this direction was fear. Anxiety about the unknown.

Ten rok był jednakże pod tym względem przełomowy. Przestałam się obawiać tego, jakie konsekwencje przyniesie mój własny styl życia, moje najskrytsze marzenia, pragnienia i myśli, które do tej pory trzymałam zamknięte pod kluczem w mojej własnej głowie i w moim własnym sercu, dzieląc się nimi z bardzo ograniczonym gronem najbliższych mi osób.

However, this past year was really crucial, full of real breakthroughs. My fear about the consequences of the unknown, of my hidden dreams, desires and thoughts that I kept locked just for myself had disappeared. Until now I have never shared them with anyone apart from my closest friends and family.

Odwagi dodaje mi w tym momencie dzisiejsza data widniejąca w kalendarzu, ten rok dobiega właśnie końca a ja mam w sobie przeczucie, że zanim zamknę ten rozdział jakim był dla mnie rok 2015 chcę zrealizować to moje jedno marzenie. Początkowo chciałam poczekać z realizacją tego planu do początku nowego roku. Takie pierwsze noworoczne postanowienie, mała motywacja do dalszego działania. Ale trudno jest mi to pogodzić z przeczuciem, że najbardziej właściwym momentem do zmian jest chwila obecna.

I must say, I have found a little bit of courage in my own calendar. The year is coming to an end. Another chapter of my life is almost ready to be closed and in my heart I feel the need to make my one last dream come true before the New Year’s Eve. I wanted to wait with creating this blog and everything what comes with it until the start of 2016. You know, it supposed to be one of my first New Year’s resolutions, a little dose of motivation for me. But it didn’t felt right, because I live by words that the best time for making changes is now.

Podsumowanie tego roku pozostawię dla siebie. Był to dla mnie czas bardzo intensywnego rozwoju, zarówno w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu, zmian, które pomogły mi w tym momencie znaleźć się tu gdzie jestem i być świadomą tego kim jestem i czego w tym moim życiu pragnę. Jakkolwiek była to droga wyboista, pełna rozmaitych zakrętów, rozdroży, jestem bardzo wdzięczna za każde nowe doświadczenie, które pomogło mi dokonać pewnych decyzji, które teraz aktywnie kształtują zarówno mnie i sposób w jaki żyję.

Nie ma moim zdaniem lepszego sposobu na zakończenie tego roku niż zrealizowanie tego, czego pragnęło się przez te minione dwanaście miesięcy.

I won’t explore the year’s biggest moments here on the blog for everyone to see, just because I would like to keep some things private. It was a really though year, twelve months of intensive growing, changes, which helped me a lot in becoming conscious about what I want from this life and what I would like to give the world in return. It was a rough and bumpy road, full of hills an spills, but I’m thankful for every experience that inspired me to make decisions that transformed not only me but my whole life and the way I’m living it.

I don’t think there is any better way of ending this year than making my hidden dream finally come true.


Lody jeżynowe nana na śniadanie. | Blackberry nana ice cream for breakfast.

x

Jedno z najprostszych i najbardziej popularnych śniadań i przekąsek wśród osób na diecie roślinnej i nie tylko. Przepyszny sposób na rozpoczęcie dnia, dostarczenie sporej dawki energii i ogromu mikroskładników, tak potrzebnych dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia jednocześnie.

One of the easiest and most popular breakfasts and snacks both within and outside the plant-based community. This is the most delicious way to start your day and deliver so many micronutrients important for your overall health and well-being in the same time.

Składniki | Ingredients :

  • 3 mrożone banany (3 frozen bananas)
  • 150 g mrożonych jeżyn (150 g of frozen blackberries)

Toppings :

  • 5 g wiórków kokosowych (5g of shredded coconut)
  • 1 dojrzały banan (1 ripe banana)
  • 5 g orzechów włoskich (5g of walnuts)
  • 25 g płatków owsianych górskich (25 g of oats)

1

Sposób przygotowania | Directions :

  1. Przy użyciu blendera lub miksera rozdrabniamy i mieszamy wszystkie składniki. (blend frozen bananas with blackberries)
  2. Dekorujemy kawałeczkami pozostałego banana, płatkami owsianymi, kokosem i orzechami włoskimi. (add the rest of ingredients on the top of your nana ice cream)

2

IMG_20151228_212951

Voilà! Gotowe do podania. | Voilà! Ready for serving.

Jedna porcja dostarcza około 600 kcal i prawdziwe bogactwo mikro i makro składników.

Spełnia ona 21% dziennego zapotrzebowania na żelazo, 64% magnezu, 65% zapotrzebowania na tłuszcze omega-3 i 25% omega-6 wraz z całą masą witamin z grupy B i nie tylko. Zainteresowanym dokładnym składem tego dania polecam zapoznanie się z poniższą ilustracją stworzoną przy użyciu strony cronometer.com.

Chciałabym zaznaczyć, że jestem daleka od stwierdzenia, że liczenie kalorii jest czymś niezbędnym do osiągnięcia celu jakim jest zdrowe życie. Wręcz przeciwnie. Własne doświadczenie podpowiada mi, że odbiera to swobodę i przyjemność jedzenia. Jednak uzmysławiając sobie jak wiele dobra zawiera jedna miska zdrowych lodów jeżynowych może pomóc w podjęciu pewnych decyzji względem własnego życia i sposobu żywienia się.

One portion delivers approximately 600 kcal and many good macro and micronutrients. It gives you 21% of your daily nutrition targets for iron, 64% of magnesium, 65% of omega-3 and 25% of omega-6, many, many vitamins from the B group and a whole lot more. Everyone who is interested can look at the cron-o-meter breakdown of this dish.

 I would like to say, that I don’t advocate counting your calories as the way to becoming your healthiest version. Quite the opposite. From my own experience I know that it can even take away your freedom and pleasure of eating. I just think that realizing how much health there is in just one bowl of blackberry ice-cream can really help you to make some decisions about your lifestyle choices.

Untitled