Take a breath.

Zadziwiające, jak wiele dobrego może się wydarzyć podczas kilku porannych godzin szarego, mroźnego poranka. Dzień nie zapowiadał się dobrze, a to rzadko spotykane w moim słowniku stwierdzenie, zawsze staram się dostrzegać jasne strony nawet tych najmniej przyjemnych sytuacji. Uwielbiam wstawać wcześnie rano, zaczynać dzień spokojnie, bez pośpiechu, znajdując chwilę dla siebie nawet przed pierwszymi zajęciami na uniwersytecie. Tego dnia jednak, kiedy otworzyłam oczy i spojrzałam na stojący na parapecie budzik wyskoczyłam z łóżka, niczym oblana lodowatą wodą. Zaspałam. Wybiegając z domu wpadłam wprost w prawdziwą, śnieżną zawieruchę, a spacer w stronę uczelni, zazwyczaj przynoszący mi prawdziwą przyjemność, zamienił się walkę niemal na śmierć i życie z wiatrem, śniegiem i przejmującym zimnem.

Ale właśnie to, co wydarzyło się później, sprawiło, że pomimo zupełnego braku planu pisania dzisiejszego posta, jednak skusiłam się by usiąść i w pośpiechu napisać kilka słów. Dla siebie, bo warto ten dzień zapamiętać.

Tego poranka, na ostatnich zajęciach z treningu psychologicznego stanęłam przed pewnym zadaniem. Wraz z całą grupą zostaliśmy poproszeni o wyobrażenie sobie tego, co czujemy przed rozpoczęciem nowej przygody, podróży, co w czasie jej trwania a co pod koniec, wtedy, kiedy już te chwile przemijają i zostają tylko w naszej pamięci. Muszę przyznać, że nie od razu miałam na to ochotę, po tej porannej walce z czasem i niesprzyjającą pogodą, do czego dołączył cały bagaż stresu związany z nadciągającą lawiną egzaminów, zaliczeń, prac końcowych i decyzji, które muszę podjąć odnośnie mojej akademickiej ścieżki, rozmyślanie nad przygodami wydało mi się trywialne, bez sensu, nie na teraz. Ale po chwili oddechu, całe to nieprzyjemne spięcie odpuściło, rozluźniłam się i odzyskałam pewną motywację do uczestniczenia w zajęciach. Zaangażowana w zadanie, na chwilę przeniosłam się myślami do ciepłych miesięcy lipca, sierpnia i na moment pozwoliłam sobie zatopić się w swoich własnych wspomnieniach. Wróciłam do porannych przechadzek po wypełnionym kwitnącymi kwiatami ogrodzie, do włóczęg po lesie w cieple popołudniowych promieni i do wieczorów, spędzonych na gorącej plaży przy blasku zachodzącego słońca. Niemal czułam przez moment na twarzy podmuch rześkiego wietrzyka, który witał mnie każdego dnia, gdy wychodziłam z kubkiem parującej kawy z domu. Czułam jak pod moimi stopami ugina się trawa, szeleszczą liście, zgrzytają kamienie czy przesypuje się piasek. Mijały minuty a ja mogłam trwać w tej zapomnianej już niemalże chwili, nie martwiąc się niczym, co jeszcze przed chwilą było źródłem tylu trosk. Teraz, te troski wracają, właśnie postukując mnie w ramię i wskazując na zegarek, pewnie pośpieszając mnie, bym skończyła już pisać i wróciła do moich gór notatek, które w całości przesłoniły już resztę mojego mieszkania. Uznałam jednak, że może teraz, kiedy tylu z nas siedzi przed grubymi tomami podręczników, wertując je w pośpiechu, warto oderwać się od tego, odetchnąć i zanurzyć na chwilę w marzeniach. Ja sama, za moment, znajdę się z powrotem w tym chaosie przygotowań, zaraz zapomnę o tym wietrze na twarzy i szeleście liści. Ale wrócę do nauki z nieco większym dystansem, bo zrozumiem, że to tylko czynność, która nie powinna dostarczać mi tak wielu negatywnych emocji.

Pora na oddech. : )


 

Reklamy

What I eat in a day VEGAN [PL] | Foodbook wegański #1

What I eat in a day VEGAN [PL] | Foodbook wegański #1

Muszę przyznać, że założenie bloga na moment przed zimowym okresem egzaminacyjnym na uniwersytecie jest nie lada wyzwaniem. W rozgardiaszu pełnym nauki, stosów książek, bezładnie porozrzucanych notatek i nieustającego poczucia braku czasu, znalezienie spokojnej chwili przeznaczonej na napisanie konstruktywnego posta wydaje się być planem nieco nierealnym. Wszystko jest jednak kwestą priorytetów, a skoro wreszcie udało mi się urzeczywistnić ten zamysł posiadania swoistej platformy, na której mogłabym lokować moje przemyślenia, to nawet ten chaos nadchodzącej sesji nie powinien mieć na to większego wpływu.

What I eat in a day” to kapitalna inicjatywa, która zdobyła ostatnimi czasy sporą popularność w tych rejonach świata, gdzie podejście do kwestii żywienia jest nieco bardziej świadome niż to, które dostrzegam na co dzień tutaj, gdzie teraz jestem, czyli w mieście, w którym się wychowuję od szkraba, Krakowie.

Ten obiecujący pomysł jest teraz wykorzystywany na szeroką skalę wśród społeczności wegańskiej, co przynosi wiele korzyści, jakkolwiek w pierwszej chwili może nie znaleźć zrozumienia. Moim zdaniem, jest to wyjątkowo optymalny sposób na ułatwienie ludziom samego wyobrażenia sobie jak wygląda żywienie się na diecie roślinnej. Nie można jednak generalizować, istnieje tak wiele różnorodnych sposobów modyfikowania weganizmu, że obejrzenie jednego filmiku daje dość ograniczony pogląd na bezmiar możliwości, jaki ten styl żywienia oferuje. : )

Jednym z podstawowych problemów, z jakimi borykają się ludzie rozpoczynający „przygodę z roślinami” jest to, że po prostu nie wiedzą, CO jeść. Ja sama na początku byłam zdezorientowana, popełniałam notorycznie błędy, ale od wielu z nich uchronił mnie właśnie ten prosty akt oglądania podobnych filmików, czytania artykułów, kontaktowania się z ludźmi, których to również interesuje.

W tej pierwszej odsłonie mojego „What I eat” można zobaczyć, co jadłam sobotniego dnia, gdy rano potrzebowałam szybkiego i pożywnego posiłku, natomiast w późniejszej części dnia miałam nieco więcej czasu na przygotowanie sobie jedzenia. Nie jest to dzień utrzymany w typowej konwencji żywieniowej jak na przykład „Raw till 4”, czy „Starch Solution”, o tej kwestii napiszę więcej, w osobnym poście, może komuś przyda się opis specyfiki owych stylów żywienia. Teraz, kiedy panuje rok akademicki, skupiam się raczej na prostocie i swobodzie, nie przejmując się za bardzo tym, co i jak jem, chociaż nie powiem, by bycie „RT4” podczas ciepłego okresu wakacji było dla mnie czymś nieprzyjemnym, wręcz przeciwnie, czułam się wtedy wyjątkowo dobrze.

Osoby, które są już z tematem zaznajomione, mogą dostrzec, że w tym konkretnym dniu nie stosowałam się do zasady 80/10/10, jaka dominuje wśród stosujących styl high carb, ostatnimi czasy zwiększam i zmniejszam liczbę tłuszczów, by sprawdzić, kiedy czuję się najbardziej optymalnie i jaka ilość jest dla mnie właściwa. Chciałabym zaznaczyć, że nie spożywam raczej tłuszczów przetworzonych, dostarczam ich tylko w postaci naturalnej z wykorzystaniem orzechów, nasion, awokado, czy na przykład kokosa, chociaż podróżując, nie ograniczam się, ponieważ nie jest do końca tak łatwo znaleźć restauracje oferujące opcje „low fat”, a w tym sposobie życia nie chodzi o restrykcję, czy odmawianie sobie jedzenia tylko dlatego, że nie spełnia ono wymogów „idealnego dania”. ; )

1b

Pierwszy posiłek to szybkie muesli, na którego przygotowanie możemy poświęcić dosłownie trzy minuty. Dostarcza odpowiedniej dla mnie ilości energii, by zacząć produktywny, zabiegany dzień. Tego dnia moja aktywność fizyczna ograniczyła się do domowej praktyki jogi, rozciągania, po której zjadłam na szybko kilka daktyli.

2c

Na lunch zaserwowałam sobie bogactwo wapnia, czyli rzymską sałatę z pieczonymi batatami, zielonym groszkiem i sezamem z dodatkiem podpieczonej cukinii. Taki obiad może na pierwszy rzut oka wydawać się czasochłonny, ale możecie mi zaufać, że tak naprawdę samo jego przygotowanie może zając troszkę ponad dwadzieścia minut. Warto!

3c

Kolacja to już standardowe dla mnie danie, ze względu na prostotę i szybkość wykonania, ratuje mnie zawsze po powrocie z uczelni, kiedy jestem już na tyle zmęczona, że nie mam ochoty na jakieś specjalne popisy kulinarne w kuchni. Brązowy ryż w pomidorach ze szpinakiem, czerwoną fasolą, awokado i kukurydzą. Bardzo często wrzucam tam tak naprawdę to, co akurat mam w lodówce, bo do tego dania pasuje dosłownie wszystko. Cukinia, papryka, cebula, jarmuż, a kiedy brakuje nam ryżu, możemy połączyć to z dowolną kaszą, makaronem, czy ziemniakami. Danie dla mnie idealne, sprawdza się zawsze. : )

Pomimo panującej często opinii mówiącej o tym, jak „trudne” jest przejście na dietę roślinną, taka inicjatywa może pokazać, jak proste jest to w rzeczywistości. Jestem pewna, że z wykorzystaniem tylko tego, co aktualnie znajduje się w Twojej lodówce, kuchennej szafce, czy spiżarni, można spokojnie przygotować nie tylko pożywne, ale też smaczne roślinne danie.

Powinnam w tym momencie skończyć moją pisemną paplaninę, zaczyna ona przybierać formę całkiem okazałego elaboratu, a mam świadomość tego, że szanujecie swój czas tak samo jak ja, a posty powinny być konkretne, jasne i proste w odbiorze. Popracuję jeszcze nad tym, możecie mnie trzymać za słowo.

Dzięki za przeczytanie! Do „usłyszenia”. xx : )


 

I must say, that creating a brand new blog just moments before winter finals is not an easy task. Bustling around between stacks of books and mountains of notes does not really help with writing a clear and constructive post, it seems that there is simply no time for things like that right now. But you know what? It’s just a matter of priorities. I finally, finally managed to enforce my intention of creating a platform for publishing my thoughts and beliefs, this chaotic atmosphere of exam session on university will not hold me back.

What I eat in a day” is a great idea, that lately gained appreciation in those parts of our world that are a little bit more “conscious” about the case of nutrition than the parts I get to see every day, like the city I was born in, Cracow.

This up-and-coming concept is now broadly used in the vegan community, which is benefitting in so many different ways, although at first it can be welcomed with little or no understanding. In my opinion, it’s the simplest way to make it easier for people to just imagine how it’s like to be living a plant-based lifestyle. I don’t want to generalize, there is so many different ways of modifying a vegan diet, that it’s not really possible to get that just by watching one movie. : )

One of the most common problems for new vegans is the fact, that they simply don’t know WHAT to eat. For example, at first, I was deeply confused by this whole new way of eating and living and I made many, many mistakes in the past, but watching videos like that, reading thousands of articles online and contacting other vegans made it really easier.

In my first “What I eat in a day” video you can see a typical Saturday, with a busy morning and more relaxed afternoon and evening at home when I had a little bit more time to spend in the kitchen.

This day didn’t fit in any category like “Raw till 4” or “Starch Solution”, I’m going to write more on that topic someday, maybe someone will find it useful. Now, during an academic year, I mainly focus on simplifying my way of eating, not really caring what and when I eat, although being “RT4” during the summer was a really good experience.

People that are interested in the topic of different ways of eating vegan, can easily see, that I didn’t really used the rule of 80/10/10 on this day. I mainly eat high carb, but I don’t stress about eating a little bit more fats now and then, I like to change it just to see how much is the perfect amount for me. I would like to say, that I don’t eat processed fats, just those provided by nature, like nuts, seeds, avocado or coconut. Sometimes, while travelling, I need to forget about that, because it’s not really easy to find a “low fat” dishes in restaurants while travelling, but I don’t care that much, because, you know, being a vegan shouldn’t be restrictive.

My first meal was homemade muesli, that I made in less than three minutes. It’s providing a perfect amount of energy for me and my really busy morning routine.

I wasn’t exercising that much that day, I managed to do some yoga and stretching, and after that I ate some dates.

Lunch was a real calcium bomb, romaine lettuce, baked sweet potato with green peas and sesame seeds with a little bit of baked zucchini. This dish looks like it’s time consuming, but believe me, you can make it in a little bit more than twenty minutes. And it’s worth it!

Dinner was a standard one, brown rice with tomatoes, spinach, kidney beans, avo and corn. You can change it the way you want, adding zucchini, pepper, onions, kale, and when you are out of rice, you can easily eat it with some other starches.

Even though you can hear that being a vegan is “hard”, videos like this can show you, that this is simply not true. I’m sure that just by using the things from your own kitchen, we could make a perfect vegan dish in few minutes.

I should end this post here, because it’s becoming aaaa little too long but I would like to thank you for staying with me till the very last words. : )

“See” you soon! xx : )